sobota, 10 kwietnia 2010

W obliczu tragedii

10 kwietnia 2010 roku


niedziela, 4 kwietnia 2010

Puk Puk tu Zajączek

Zdrowych i wesołych Świąt, kolorowych jajek, mokrego Dyngusa i wiele uśmiechu w rodzinnym gronie.

Z Wielkanocnymi pozdrowieniami
Ilona




I choć nie spędzam prawie wale świąt w swoim domu i końca remontu nie widać,
to kolorowe jajka i wianuszki bukszpanowe dekorują moje cztery kąty ciesząc oczy.


piątek, 12 marca 2010

Jestem malarzem nieszczęśliwym


"Jestem malarzem nieszczęśliwym:
Kłopoty mnie nękają wciąż,
Bo choćbym nie wiem co malował,
Spod pędzla mi wychodzi słoń! "
Fragment tekstu piosenki Czerwonych Gitar "Jestem malarzem nieszczęśliwym"


Tekst tej piosenki jest pewnie znany każdej z nas. Jeśli nie, to z pewnością większości.
Teraz i ja mogę sobie ją pośpiewać... Dlaczego?!

Jakiś czas temu zabrałam się za szycie. Nowa przygoda, nowy etap mojego rękodzielniczego życia.
Choć jestem prawie zadowolona ze swoich tworków, nie znaczy, że takie właśnie były planowane.
Już tłumaczę...
Kiedy została stworzona Lucynka (można ją zobaczyć tutaj) zabrałam się za wykonanie pierwszego w życiu misia. Tak dokładnie, miał być to MIŚ. Wyrysowałam sobie szablon na kartonie i zabrałam się ambitnie do szycia. W trakcie pracy nad przytulanką zaczęłam zauważać, że coś tu nie gra... musiałam szybko improwizować, żeby nie wywalić kolejnego kawałka materiału do śmieci. Przyszyłam łapki, uszki, guziczki i wyszła MYSZKA. No tak ... dostała imię i bardzo ją polubiła. W końcu moja pierwsza maskotka.
Stwierdziłam, że nic się nie stało, jest to przecież mój pierwszy tworek! Moje prawo.
Niestety moja zdolność do szycia nie tego co zamierzałam potwierdziła się przy kolejnej próbie.
Dzięki uprzejmości Renatki dostałam Tildowe wzory. Zbliża się wielkanoc, wiec uszyję owieczkę. Zacznę od małej, to dopiero początek. Więc przystępuję do pracy, szablon, materiał, nici.. wio... Szyję, szyję, odwracam na prawą stronę materiał, wypycham ociepliną i ... moim oczom ukazał się PINGWIN...(tutaj można go zobaczyć ze wszystkich stron)
Mój M siedzi obok, ja zaczęłam śpiewać piosenkę.. jestem malarzem nieszczęśliwym..., M podchodzi i tuląc mnie, mówi: " No piękny pingwinek kochanie, nie wiem, o co Ci chodzi..., nie doceniasz się!"
Same widzicie.. klątwa jakaś!
Ja zaczęłam się śmiać jak opętana.. ale po co komu Pingwin na wielkanoc.


Skłamałabym mówiąc, że mi się nie podoba, jest śmieszny i przytulaśny choć nie tego oczekiwałam:) Ale...
Mam nadzieję, że jak mojemu malarzowi i mnie uda się kiedyś namalować konia i wtedy zaśpiewam sobie:

"Lecz nawet geniusz kiedyś minie:
- Skończone wszystko, podaj broń!

Maluję konia gdzieś w Londynie,

Patrzę - a tutaj koń jak koń!"
Fragment tekstu piosenki Czerwonych Gitar "Jestem malarzem nieszczęśliwym"

Pozdrawiam wszystkich
"Malarz"
Destiny ikt

wtorek, 9 marca 2010

Wymianka na Dzień Kobiet

Na początek słonecznik od mojego kochanego Misia.


oraz wymianka..




Wczoraj, otrzymałam swoje podarunki wymiankowe. Gwiazdka obdarowała mnie cudnymi słodkościami, piękną zakładką, którą już mi ukradł mąż, etui - w której już zamieszkała moja komórka, piękną kartkę z cudnymi życzeniami, które zostawię dla siebie oraz karteczką z Rzeszowa i cudnymi , kolorowymi magnesikami na lodówkę.. pewnie w piątek zabierze mi je córa:).
Jak widać Gwiazdeczka obdarowała całą moją rodzinkę, ale to ja mam największy uśmiech na twarzy, który jej dedykuję.

Dziękuję pięknie Ani oraz organizatorom za pracę i pomysł.

PRAGNĘ RÓWNIEŻ ZŁOŻYĆ ŻYCZENIA WSZYSTKIM DAMOM.

Pozdrawiam
Destiny ikt

niedziela, 7 marca 2010

Żeby nie zwariować...

Od wieczora, w środę, wszystko stanęło na głowie. Moje plany na ten tydzień i kolejny spaliły na panewce. Siedzę w moją psiunią w domu i pilnuję. Bynajmniej nie dlatego, że cierpi, ale dlatego, że szleje jakby nic się nie stało, więc przy jej maratonach i skokach przez płotki rana szybko się nie zagoi. Abażurem ściąga co się da i nie lubi w nim spać. Jedynie biegać po podwórku..


Siedząc w domku zajęłam się wyciąganiem rzeczy z szaf i wkładaniu ich na nowo oraz... igłą i nitką. Mając szaleńca na oku stworzyłam kicajce wielkanocne oraz kilka broszek, innych niż dotychczas. Zaczyna mi brakować zieleni we wszelakich odcieniach, bo u mnie za oknem znowu biało, a tak już dobrze szło... Z tej tęsknoty, brochy są zielone, może nie jak świeża trawa, ale i tak wiosennie.



Zdjęcie niestety koloru rzeczywistego nie oddaje.
Wyszło również serduszko z weluru białego, ozdobione czarną koronką i koralikami w kolorze różowej perełki.


W planach mam również kilka wianuszków, którymi zacznę powoli dekorować dom na święta. Czekam również na paczuszki, bo zakupy robię głównie przez internet i doczekać się nie mogę, bo kolory nowe przybędą.
W sobotę, korzystając z obecności M w domu wybrałam się na zakupy.. kilka przydasi, koszyczków, szmatek, ale o tym innym razem.
Pozdrawiam wszystkich wiosennie, może patrząc za okno za szybko, ale w sercu już kwiaty kwitną.

Destiny ikt

czwartek, 4 marca 2010

Szaleństwa Laby

Dzisiaj miałam ciężki dzień. Wczoraj po wieczornych harcach w ogrodzie Lusia wróciła z wielką raną ciętą na udzie. Położyła się na fotelu jakby nigdy nic się nie stało. A że fotel stoi w mojej graciarni Miś myślał, że czerwoną wstążeczką ją ozdobiłam, nowo nabytą. Jak oboje zobaczyliśmy co się dzieje, nic tylko zamiana szlafroka na spodnie, czapka na mokrą głowę, auto i akcja klinika nocna.. Ta szalona psiunia nie wiedział co się dzieje, a że nie jest do końca normalna, jak jej właściciele, wpadła do kliniki, radosna jak skowronek obszczekując wszystkie zwierzęta.

Jakiś czas temu stwierdziłam, że nigdy więcej sama nie pójdę z nią do weterynarza. Ciągnie niczym zdrowy koń pociągowy. Slalom między innymi psami do drzwi gabinetu powinien być wzięty pod uwagę jako dyscyplina olimpijska z Lusią na czele.

Później nie było tak wesoło. Głupi jasiu i szwy. Kiedy zaczynała odzyskiwać przytomność, kiwała się jak pijana i zerkała, chyba najbardziej nieszczęśliwymi oczami jakie widziałam, mówiąc "co wy mi zrobiliście".
W domu było jeszcze gorzej. Z kołnierzem na szyjce, jeszcze pod wpływem, nie wiedziała jak ma się położyć spać. Nie wiedziała kiedy chce siusiu i siedziała zgarbiona z plastikowym stożkiem na środku salonu. Całą noc piszczała, więc guzik spałam, a rano spotkanie. Koszmar jakiś.

Dzisiaj, Laba jak nowo narodzona. Niczego się nie nauczyła. Skacze po ogrodzie i drzewach, wspina się na płot niczym kocię. Matko kochana. Plastik tandetny, więc szaleństwa nie wytrzymał. Teraz nasza Lusia wygląda jakby z chińskim abażurem na głowie biegała. Oklejony taśmą gdzie się da.. i dalej wali w ściany. Zakłada go chętnie, bo przy bieganiu fajnie dynda. Nie powinnam się śmiać, ale komicznie wygląda.
A, że imion ma chyba z 6, to kolejne przybyło.. Abażur. Sami powiedzcie....


Zdjęcie kiepskie, ale i tak nic nie widzę, z braku snu. Wybaczcie.
Z godziny na godzinę taśmy przybywa. W tym tempie, jutro będzie szary.
Żal mi naszego maluszka, bo nie wie co się dzieje. Seria zastrzyków teraz ją czeka, a ona tak tego nie lubi.. i wcale się nie dziwie.
W poniedziałek kończy roczek i jak tu tort psi skonsumować z czymś takim na głowie.

Mam nadzieję, że ta noc będzie spokojna i będę miała możliwość się wyspać.. no i Bunia również.

Pozdrawiam
Destiny ikt

poniedziałek, 1 marca 2010

Łazienka, czyli sztuka kompromisu - krótka historia

Jak ogólnie wiadomo nazywam się Pani Remontowa. Dlatego, że nie skończę go nawet w przyszłym stuleciu.


Od trzech lat nasza łazienka jest pomalowana, zamontowana była umywalka, drzwi i wanna. Króluje brąz w różnych odcieniach. Kafelki istniały tylko na podłodze.
Teraz za nami kolejny etap. Kafelek doczekał się prysznic, który automatycznie został zamontowany, ściana przy wannie oraz umywalce. Super, od razu inaczej wygląda.
Umywalka doczekała się lustra właściwego, które zawisło dopiero w sobotę (ponieważ dotychczas wisiało coś z odzysku) i pierwszej dekoracji.


Brakuje jeszcze kilku drobiazgów, a mianowicie, kinkietu nad lustrem, bo przy obecnym nie umaluję się, a niestety muszę, ślicznej zasłonki, która miałaby zastąpić drzwiczki do szafki oraz kotary prysznicowej. A po zakończeniu wszelakich remontów trzeba będzie łazienkę jeszcze raz pomalować:)

Oświetlenie zrobiliśmy nietypowe. Nie mam żyrandola powieszonego na środku sufitu tylko strumienie światła padające na ścianę nad wanną oraz na sufit za lustrem. ( Fragment widać w odbiciu lustrzanym.)


Na chwilę obecną to tyle, ale i tak jest pięknie . Bynajmniej nie dlatego, że jest świetnie wykonana, ale dlatego, że nareszcie przypomina łazienkę i aż miło w niej posiedzieć zażywając lawendowej kąpieli.

PRAWIE TRZY LATA WCZEŚNIEJ... POCZĄTKI


Remont zaczął się od ostrej wymiany zdań i demolki. Ja chciałam duża wannę (minimum 170 cm), a mój M kabinę prysznicową... no tak, ale trzeba jeszcze wstawić umywalkę i kibelek, a łazienka ma ok 220x200 z wnęką .. na szczęście pralnię i suszarnię mam w piwnicy.
Po kilku rysunkach i tańcu z miarką, rodem z musicalu była i wanna 170cm, i miejsce na prysznic o wymiarach 100x100cm, czyli całkiem spory:).


Kolejnym problemem było podjęcie decyzji, czy będzie to łazienka współczesna, czy w stylu retro.. Kiedy zaczynałam remont, pracowałam przy stawianiu szklanych konstrukcji, które mi się podobały, ale moje serce od lat należy do staroci. Z resztą zawsze twierdziłam, że za późno się urodziłam .. oj, odbiegam od tematu, wiec....trzeba było znowu iść na kompromis, drzwi są szklane i bardzo współczesne, a lustro w stylizowanej, drewnianej ramie w kolorze starego srebra. Kabina ma jedną ścianę szklaną, a zamiast drzwi będzie stylizowana kotara. Chwilowo wisi zwykła z castoramy ale ...

Z czasem reszta dekoracji również będzie retro-podobna.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was przydługim postem.. za ok 100 lat kolejna odsłona łazienki, hihi, ta końcowa.

Pozdrawiam
Destiny ikt

wtorek, 23 lutego 2010

Rzeźba, pamiątka i pierwsze dzieło.

Dzisiaj troszeczkę poskaczę z tematyką, ale co tam..
***
Rzeźba
Jak wszystkim wiadomo jest zima, która na szczęście już się kończy.. widok z mojego okna nie jest już taki bajkowy. Dzisiaj szaro i ponuro, śnieg nabrał szarego koloru i jest koszmarnie.
Ale mój szanowny Małżonek postanowił uatrakcyjnić mi widok.
Na tarasie stoi ławeczka, która była potwornie zaśnieżona, kiedy wszystko topniało, poprosiłam, żeby zrzucił z niej śnieg. Niby nic nadzwyczajnego, ale.. ściągnął bryłę zmarzniętego śniegu, coś tam pomachał i wpadł do domu, "patrz Kochanie co dla Ciebie zrobiłem".. Rzeźba:) i po co mi Festiwal Rzeźb Lodowych w Gdyni, skoro w domu mam takiego artystę.
Zdjęcie zrobiłam wieczorem i przez szybę, wiec bardzo przepraszam za jakość.

Proszę nie zadawać pytań, co przedstawia owa rzeźba. Sam artysta twierdzi, że to awangarda i, że nie znam się na sztuce. No jak go nie kochać:)
***
Pamiątka
Kilka dni temu dostałam od taty szkatułkę, stwierdził, że lubię takie rzeczy więc pewnie się ucieszę.
Pewnie!? Kto by się nie ucieszył. Szkatułka nie zbyt urokliwa i troszeczkę uszkodzona, ale ma dla mnie inną wartość. Okazało się, że owa szkatułka nie jest pusta. Oba przedmioty należały do mojego pradziadka, a zegarek jest z okolicy 1910 roku. Szok, nigdy nic nie mówił.
Oto szkatułka i jej zawartość.


Zegarek, jak widać jest "naprawiany" techniką bliżej mi nie znaną, ale i tak jest piękny. I wyobraźcie sobie, chodzi.. tik tak, tik tak..

***
Pierwsze dzieło.
Jak wszystkim wiadomo, cały czas ambitnie uczę się szyć. Serduszka jakoś mi wychodzą, choć nie dorównuję Kasandrze, kilka broszek. Wczoraj postawiłam sobie bardziej ambitne zadanie. Uszyję Misia. Ręcznie, bo maszyny nadal nie posiadam, ale zaczęłam na nią zbierać. Strasznie wolno, ale do przodu. Tak jak przystało, wykonałam szablon, kupiłam mięciutki materiał, wzięłam nici, igłę, nożyczki i do roboty. Trwało to chyba 3 godziny i oto ona, moja pierwsza w życiu i mam nadziej, że nie ostania przytulanka ( nie ostania, bo strasznie mi się to spodobało).
Zanim zerkniecie na zdjęcie, uprzedzam, że to nie miś. Z racji, że nie potrafię szyć, choć efekt mnie zadowolił, misio nie wyszedł, choć cały czas go szyłam, ale jest coś myszo-podobnego. I strasznie mi się podoba:)
Wyszła Lucynka.

Pozdrawiam gorąco
Destiny ikt

poniedziałek, 8 lutego 2010

Cały czas coś robię..

Chyba muszę zaniechać oglądania Waszych blogów. Co chwila znajduję coś, co chciałabym mieć. Hmm, oczywiście nie potrafię wykonać tego tak idealnie, ale improwizuję. Czasami nawet mi wychodzi. Zainspirowana różnymi pracami i nie tylko, staram się stworzyć również coś swojego i mam nadzieję, że jakoś mi wychodzi, że nie są to tylko marne kopie idealnych prac.
Zrobiłam broszkę oraz naszyjnik dla ... i tu nie powiem... ale mam nadzieję, że się spodoba.


Do tego kilka girland sercowo-anielskich, już niedługo Walentynki, takie sercowe święto, więc mogą ozdobić na przykład okna lub drzwi.


Tak sobie tworzę, ale najgorsze jest to, że do końca następnego tygodnia, muszę, a raczej bardzo chcę, przygotować cztery paczki-niespodzianki. Najśmieszniejsze jest to, że kompletnie nie mam pomysłu co zrobić. Robię wszystko, żeby tym się nie zająć, odkładam jak zwykle na ostatnią chwilę, a potem będzie płacz i zgrzytanie zębami... Jak zwykle.

Przy okazji nowych prac, chciałam się pochwalić. Już niedługo moje prace będą do kupienia na FAIRY HOUSE oraz w galerii Vena Art w Gdyni. Strasznie się cieszę. Więc muszę się zabrać ostro do pracy:)

A w klimacie wczesno-wiosennym, u mnie pachnie hiacyntami i to jest prawdziwa inspiracja i motywacja do pracy.





















Pozdrawiam gorąco
Destiny ikt

środa, 3 lutego 2010

Sercowo, wesoło i smutno...


Dzisiaj chciałam się pochwalić - tak wiem, nieładnie i nieskromnie, ale.. - swoimi nowymi dziełami. Tak jak większość z Was, i tu nie pozwalam sobie na porównania, i ja zaczęłam szaleństwa serduszkowe oraz Taniec z "Igłą i Nitką". Serduszka uszyłam ręcznie, maszyna dalej nie chce współpracować, a na nową nie mogę sobie na razie pozwolić, no cóż..
Pomysłów mam całe mnóstwo jak je udekorować, i jakie materiały pociąć, i takie tam. Zaczęłam skromnie, bo szaleństwa troszkę się obawiałam na początek.
Ale jestem naładowana!!

Przy okazji serduszkowania, chciałam serdecznie pozdrowić i podziękować Kasandrze. Dziewczyno jesteś wielka:) Duuuużaaa buźka!!


Co do szycia, opętała mnie jakaś epidemia produkcyjna... teraz tworzę broszki, saszetki pachnące i nawet wpadł mi pomysł na śmieszną choinkę . Troszkę za późno, ale na przyszłe święta jak znalazł:)

W piwnicy, po lakierowaniu "odpoczywają" Anioły oraz girlandy - również serduszkowe. Taki Walentynkowy szał...
Zaczęłam lepić baranki z masy solnej oraz wielkanocne zajączki i pisklaki z gipsu. Już niedługo będą TUTAJ (klik) jak i cała reszta moich prac.

*******

Wesoło... bo właśnie zaświeciło światełko w tunelu. Mam nadzieję, że już wkrótce skończy się mój koszmar z służbą zdrowia. Tak wiem, ten blog nie miał być moim psychiatrą, a pozytywną terapią uzdrawiającą, ale cóż, każdy ma chwile słabości, więc wybaczcie. Jeżeli potwierdzą się zasłyszane dzisiaj przeze mnie "plotki", to będę mogła ponownie próbować powiększyć rodzinkę:)Jupi!!
Ps. >>Jak mój M to przeczyta, to mnie posieka..:)<<


*******

Smutno... bo wczoraj złapała mnie potworna gorączka i chyba na jakiś czas dołączę do grona kichających. Położyłam się, nie chciało mi się nic robić, nawet palcem kiwnąć, koszmar.
Tak leżąc, przypomniałam sobie o starej komodzie, takiej magicznej, z mojego dzieciństwa, w której jest całe mnóstwo skarbów. Mój śpiewnik z okresu gry na gitarze, moja ukochana maskotka z dzieciństwa - Małpa, kolekcja pocztówek z czasów liceum ...
Chyba zerknę do niej i posłucham co jeszcze za opowieści kryją jej skrzypiące szuflady. Potem pomyślałam o zabawie Llooki muszę się przyłączyć z Małpą (najpierw ją odkurzę) i nie wiem dlaczego ale postanowiłam przytargać do domu ten ciężki, tajemniczy mebel. Mało tego, mój wyśniony i wymarzony sklep będzie się nazywał "Magiczna szuflada, a może komoda lub szafa" jeszcze nie wiem ( poczekam na kolejne natchnienie hihi).
Ale to chyba ta gorączka, dzisiaj czuję się trochę lepiej i zabrałam się do pracy:) A niesmaku w ustach po lakierowaniu aniołów, nie mogę niczym zwalczyć. Bleee!!!!!
Kto ma receptę na "bleee" po lakierze w spay'u ???
Dzisiaj się troszkę rozpisałam...

Pozdrawiam
Destiny ikt

środa, 27 stycznia 2010

Zima, zima, zima...

... pada, pada śnieg, a....
....jak rano się obudziłam, to skakałam po salonie i krzyczałam wow:)
Co prawda marzy mi się wiosna i zapach mojego ogrodu, ale wyglądało jak w bajce...
Zobaczcie sami.




a największą radość miała Laba, zabawa na 102:)


Przepraszam, zdjęcia nie są rewelacyjne, ale biegałam boso po salonie, skacząc jak pchła z okna do okna i robiłam zdjęcia przez szybę.

***

A to mój recyklingowy anioł.
Troszeczkę to trwało.. zaczęłam gdzieś pod koniec października, potem się rozstaliśmy na jakiś miesiąc i znowu go "przytuliłam", jedno malowanie, drugie i tak sobie stał kolejny miesiąc. W końcu nadszedł czas lakierowania.
I oto on.



***

Ostatnie dni mam bardzo pracowite. Przyssałam się do masy solnej robię i robię, lepię i lepię. Szaleństwo jakieś. Ta masa tak mnie wciągnęłam, że nie zauważam kiedy mój Miś wraca z pracy, a obiadu.... Ale jest wyrozumiały:)
Do tego, wieczorami, przy wspólnym oglądaniu filmu, tańcuję z igłą i nitką.(A to wszystko przez Kasandrę i Elle - POZDRAWIAM).
Zaopatrzyłam się w różniaste, kolorowe materiały, błyszczące tasiemki i szyję sobie serduszka i inne takie. Szukam kursów szycia w necie i hej..:) Uczę się.
Tak wiem, ręcznie, ale to i tak dużo , jak na mnie - oczywiście. Moja maszyna chyba umiera, ma już swoje lata staruszeczka, więc nie chcę jej obrażać wulgaryzmami, tryskającymi z moich ust, przy współpracy.
Może kiedyś kupię nową... ( ale to odległe marzenia ).
...
No, ale jak już skończę to się pochwalę :)

Pozdrawiam wszystkich
Destiny ikt

UWAGA.. się chwalę!!

A dokładnie, chwale się wyróżnieniem, kolejnym, które otrzymałam od Renatki
... Duuuuża buźka :)


Jak każde i to muszę przekazać dalej.. i tu mam problem, ale pójdzie do..
Elle
i Kasandry
one są inspiracją i zmobilizowały mnie do tańca z igłą i nitką (dziękuję, są pierwsze efekty)
Renaty
oraz Mamuty
dla mnie "kreatywnie papierowe guru"
U Moniki lubię zjeść oraz zachwycać się aniołami ( poza tym kogoś mi przypomina historia opowiedziana w jednym z ostatnich jej postów)
Elisse lubię tam posiedzieć przy kominku :)
Alizee, kolejny geniusz i do tego ten kursik :)
A za wszelakie inspiracje , wędruje do: Mili, Agnieszki oraz Ushii

Pozdrawiam gorąco wszystkich zaglądających :)
Destiny ikt

niedziela, 17 stycznia 2010

Makaron z brokułami



Tak jak obiecałam dzisiaj polecam pyszny i przede wszystkim szybki obiadek. Makaron z brokułami to ulubione danie mojej rodziny, a nawet koleżanek córki, które chętnie odwiedzają ciocię, gdy gotuje.
A więc...

MAKARON Z BROKUŁAMI

- paczka makaronu ( polecam wstążki ),
- 4 serki topione śmietankowe lub jeden duży
- szklanka mleka
- MROŻONE brokuły ( paczka )
- czosnek
- sól
Brokułu podsmażyć, tak żeby była papka, ja doprawiam warzywkiem, ale można użyć samej soli. Jak będą gotowe dodajemy szklankę mleka, czosnek oraz serek topiony. Kiedy serek rozpuści się dodajemy ugotowany makaron i dokładnie mieszamy wszystkie składniki, tak aby brokuły oblepiły każdą wstążeczkę.

UWAGA: brokułu muszą być mrożone, ponieważ świeże nie rozlecą się na taką papkę.


Bardzo syte danie. Polecam, szczególnie zapracowanym Paniom.

Życzę smacznego
Pozdrawiam
Destiny ikt

wtorek, 5 stycznia 2010

Kulinarnie

Dzisiaj podzielę się swoją odwieczną pasją. Gotowaniem:)
Kuchnia to moje królestwo.
Jeżeli mam chwile (dosłownie) i ochotę na coś słodkiego robię muffinki, czekoladowe oczywiście.


Oto przepis:
1 i 3/4 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżki stołowe dobrej jakości kakao (ja używam z wiatraczkiem)
3/4 szklanki cukru pudru
3/4 szklanki czekoladowych groszków (jeżeli ktoś nie ma, no i nie ukrywajmy, że nie są warte swojej ceny można tabliczkę czekolady pokroić w kosteczkę, ten sam efekt)
1/4 szklanki groszków do posypania
1 szklanka mleka
1/3 szklanki+2 łyżeczki oleju
1jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Ustaw piekarnik na ok 205st.
Podam wersję skróconą:)
Wszystko wsyp do jednej miski i wymieszaj, pamiętając, że im więcej grudek, tym lepsze muffinki. Wypełnij masą foremki i posyp pozostałymi groszkami. Piecz przez 20 minut lub do czasu, aż muffinki urosną i ściemnieją.

W wersji dłuższej składniki suche i mokre mieszamy oddzielnie, potem łączymy i mieszamy wszystko razem. Ja nie widzę różnicy w smaku, jedynie w czasie przygotowania babeczek.

Życzę smacznego.
Warto poświęcić 15 min i delektować się słodkościami przy filiżance aromatycznej kawy.

W kolejnym poscie zapraszam Państwa na szybki obiadek, makaron z brokułami - pyszotka.

Pozdrawiam
Destiny ikt

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Candy u...

... Zielonookiej. Cudne cukierasy choć szanse małe:(


oraz u Rybiookiej

do 17 stycznia do godziny 0.00!

Ciężko będzie, ale spróbować trzeba.
Pozdrawiam
Destiny ikt